Uma tnie równo.

Tego wieczora, 12 marca roku pańskiego 2018 czołówka turnieju Last Man Standing hucznie i szumnie świętowała punkty powszechnie lubianego Silvy. Śpiewano przy stole, tańczono wokół ognisk na placu, weselono się w ogrodach i podwórzach. Pobożniejsi czcili Umę na skromnych nabożeństwach. Mniej pobożni mieli do wyboru szeroki wachlarz innych imprez. Jak tabela długa i szeroka wyskoczyły więc z beczułek czopy i szpunty, zapachniały ruszty, rożny i sagany. Jak zwykle, przebiegli oberżyści wykorzystali okazję, by pod przykrywką hojności pozbyć się produktów grożących skiśnięciem lub zepsuciem. Zapachy i śpiewy przyciągnęły do tabeli LMS nowe twarze; tak wygłodniałe i spragnione, że niemal po trupach dębowy stół zaszturmowały.

Najlepsze miejsce utrzymał sarmata Pietrzyk, pijany w sztok trzymał się stołka  krzycząc, że po trupie. Admirau podjął wyzwanie, ale na dobry początek pociągnął w dół Montezumę. Szczury trafiły na Czerwone Smoki Jacka, a po nierównym starciu chyłkiem się wycofały na 8 miejsce. Menedżer The Red Dragons  z 63 punktami, niczym biblijny Samson, zabił lwa gołymi rękami, pokonał armię wroga oślą szczęką i siłą własnych mięśni, wyrwał bramę top10 LMS wraz z odrzwiami, burząc spokój stołu. Zaraz za nim do najlepszych dołączył Dawid z domidavvi, z 62 oczkami na skalpie. U Jacka Son, Mkhitaryan i William – Dawid wbił się przy pomocy kapitana Mkhitaryana, Stanislasa i Zanki. Oryginalne typy. Cierpliwie ku górze pnie się Malgastar – mniej godnie, na pysk leci KolleR. Dziesiątkę zamyka ostatnia nowość tabeli – Goodfellas Bartka. Top10 z hukiem opuścił kolega FPL Freak – uznany czatownik ugrał 35 punktów. Jeszcze skromniej zagrały Bociany z Alabamy – niegdyś wspólne biesiadowanie, teraz 26 punktów i lot ku 33 pozycji. I jeszcze Hopeless Wanderers – po 25 punktach, koszący lot z 6 miejsca na 15.

Nadszedł czas na apel poległych:

W ostatniej chwili punkty Silvy uratowały Patryka z RealMadridCF, natomiast z marszu wycięci zostali koledzy z boiska jotpeg i Marek Mazur – w czystej nienawiści do FPL dołączają m.in. do Gruwwy. Pomimo 41 punktów głowę traci Łukasz Kublik; grunt pod nogami z 26 oczkami Damian z Les Blues. Uma uwalnia uznane FC Ornipants, ścina bez pierdolenia Mariusza i Roberta a uderzenie serca później Tomasza co Kolegami Kolegów straszył. Once again turniej opuszcza Bogdan i kiedy zdaje się, że opadł pył, że akcja zwalnia a powietrze pachnie fiołkami na ziemię upada ostatnie ciało. To on, skromny kronikarz niszowego Bloga FPL. Menedżer przeklętego Kessel Run. Historia wciśnie mu później w usta sentencję Hodie mihi, cras tibi. Dziś mnie jutro tobie. Naoczni świadkowie zeznali, że rzekł po prostu o kurwa.

 

Load More In FANTASY PREMIER LEAGUE

Sprawdź

McDonald’s FIFA World Cup Fantasy – wnioski po 1 rundzie

W pierwszej rundzie pozostały jeszcze dwa spotkania, w tym wielce wyczekiwane starcie Kolu…