Uma tnie równo.

Przez cały wieczór wiał wiatr z pustyni. Jeden z tych suchych, ciepłych wiatrów, które wywołują rozstrój nerwowy i swędzenie skóry. W taki wieczór każda pijatyka kończy się burdą. Łagodne, drobne żony sprawdzają palcem ostrość kuchennych noży, przyglądając się szyjom mężów. Wszystko może się zdarzyć. Bywa nawet, że człowiek dostanie w knajpie uczciwie napełnioną szklankę piwa. Trzasnęło okno, ktoś krzyknął, ktoś inny spadł głośno ze schodów… do izby weszła powoli Uma. Jej obryzgany świeżą krwią kostium nie zmuszał do natężenia wyobraźni. „Czego się napijesz laleczko” rzucił z rezygnacją Pietrzyk. Westchnęła – „Wszyscy mężczyźni są tacy sami”. „I kobiety, po pierwszych dziewięciu” – odparł. Podeszła bliżej, pchnęła go lekko na kontuar, leniwie przesunęła zimną dłonią po jego ramieniu szepcząc – „Za chwilę będziesz świadkiem okropnych scen, są one bowiem nieodłączną częścią naszej egzystencji”. Pietrzyk nic nie odpowiedział. Zapalił papierosa. Z papierosem człowiek wygląda na zamyślonego, kiedy nic nie myśli.

Ostatnie rundy LMS to czysty survival i liczenie na łut szczęścia. Zabrakło go ściętej szóstce, bo do bezpiecznego ósmego miejsca brakowało w zasadzie niewiele. Ścięte Szczury punktowały dzięki Arniemu i Silvie, ale już Adrian z Ogbonną zagrali za 0 punktów. Konrada załatwił w pojedynkę Walcott i prawdopodobnie zmarnowany karny Jesusa. Michał zagrał mocarnie kapitanem Sterlingiem – zabrakło tej asysty przy karnym Jesusa i minut Otamendiego. Pietrzyk przy minus 8 nie miał szans grając Benteke, Gundoganem, Gudmundssonem i Lascellesem. Punktów Oty potrzebował również Osaczi – tutaj kolejkę ratował chociaż Monreal; dwóch punktów zabrakło Kamilowi, którego 2 obrońców zagrało za 0. Z drugiej strony 9 punktów Fabiańskiego i tyle samo Nacho Monreala imponuje. Pozostała ósemka zamieniła stół w barykadę chowając się za murem pik, glewii, rohatyn i włóczni. W następnej kolejce życie straci pięciu – teoretycznie największe szanse na finał mają Bartłomiej i KolleR. Teoretycznie.

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!