Uma tnie równo.

To jedna z najciekawszych i najbardziej wyrównanych edycji Last Man Standing. Bez zdecydowanych, nieśmiertelnych liderów, z rozpoznawalnymi i barwnymi postaciami i ze skromnym narratorem wciąż w grze. Tak wygląda najlepsza dwudziestka turnieju, dzika banda zahartowanych najemników dla których Uma jest tylko następną kolejką FPL:

Do pierwszej dziesiątki wraca niezniszczalny Pietrzyk; było jak ostrzegał. Wyszedł tylko na papierosa. Na miejsce ósme wbija jeden z bossów czata – Montezuman. Mikołaj zagrał za 119 punktów a w OR siedzi na niezłym miejscu 15 566. Mówimy o typie, który w trakcie sezonu zrobił sobie miesięczną przerwę od FPL, nie ruszając składu z Maddisonem na C. Słabnie bezpieczny tron Michała, 104 to ok wynik ale pozostała dwójka coraz bliżej. Z biesiady powoli wysiada Freak, to much alcohol will kill you jak śpiewał Queen. Bez czipów będzie ciężko. Byle soboty czeka Patryk, bo 98 w DGW32 dupy nie urywa. Miejsce przy utytłanym tłuszczem i winem stole zdobywa Dominik z Winners – triple C na Kunie a na ławce 22 punkty Roberstona, McNeila i Kolasinaca. Najlepszą dwudziestkę zamyka mój przyjaciel Konrad, udało nam się rzutem na taśmę. Czas na ścięcie ostatniej dziesiątki:

Miejsce 30 zdobył Łukasz, 59 punktów w DGW32 i szybkie ścięcie. O Edycie i Andrzeju pisaliśmy wcześniej w kontekście top10, tymczasem odpadają na półmetku. Ścięta parszywa dziesiątka to 6 opasek Sterlinga, w tym 3 x C; jeden Free Hit i jeden Bench Boost za 5 punktów. Po weekendzie ścinamy już tylko szóstkę menedżerów.