Uma tnie równo.

Non hercules contra plures; Łukasz Kublik w 34 kolejce dotarł na sam szczyt LMS. W tej, przez aklamację, wyniesiony został z turnieju przez bench boosty przeciwników. 63 punkty, przy TC na Aguero i hicie za minus 4 to najgorszy wynik minionej rundy. Drugi najsłabszy rezultat LMS (93-4) należał do kolegi Sławka, który na ławce zostawił 33 punkty, w tym gole Digne i Siggiego. No bywa, zaoszczędzony bench boost może użyć jeszcze w trzech pozostałych kolejkach – tak, odpalony na DGW35 dałby finał. Pozostaje oddać należny szacunek za kapitana Jotę.

Na żelazny tron powraca Michał, który z przewagą 20 punktów w finale zmierzy się z Dubliners Grzegorza oraz ekipą Poznańskich Śmieci mojego druha, i tego lepszego syna, Lolo Jumbo. 20 oczek to pozornie duża przewaga drużyny Check-Mate!, ale finałowa trójka odpali w weekend TC, i wszystko rozstrzygnąć się może już w piątek. Turniej żegnają drużyny Byle Do Soboty Patryka, BKRDżem Dominika, SR7 Sławka oraz Tenochtitlán FC Montiego – jedynej osoby na czacie, która bywa szybsza niż administracja Bloga.

Finalistom już teraz gratulujemy, cytując wcześniejsze komentarze na Blogu – LMS to Wimbledon FPL.