Uma tnie równo.

Po drugim cięciu pierwsza pośród biesiadników szklanych tarasów turnieju jest Edyta. Kim jest? Dokąd zmierza? Jak tutaj trafiła? To temat numer jeden licznych plotek popijanych mamałygą i zmrożoną wódeczką. Różnice w pierwszej 10 są niewielkie, 308 puntów na pierwszym miejscu, tylko 16 mniej w okolicach dziesiątego. Dlatego na razie biesiadnicy mają baczenie na trunki i co na ostrzejsze sosy. Więcej kręcą głową, pilnują somsiadów, nerwowo liczą noże na stole niż wlewają do gardła. Spokojnie. To dopiero pierwsze drinki, pierwsze wytoczone pękate beczułki, czas pokaże kto przy dębowym stole ma najsilniejszą głowę. Do grona najlepszych na krzywy ryj wbiło kilku z potrojonym Kunem, uznany weteran rozgrywek Rafał; potknął się FPL Freak, ale na razie to tylko siniak. Nic śmiertelnego. Nic jak Uma.

To co w większości łączy ściętą dwudziestkę to kapitan Sane. Czasami Salah, albo nawet Siggy na C. I brak Aguero. W odnalezionym po latach pożółkłym pamiętniku jednego z uczestników turnieju Last Man Standing znalazł się taki zapis …. DGW25…. to była masakra, nie mieliśmy szans. Wytykani przez pijaną tłuszczę z Kunem, wyszydzeni, wyśmiani i sprowadzeni do poziomu memów w social mediach, na oczach pozostałych menedżerów, musieliśmy przejść marsz wstydu. Nieliczni fartowni posiadacze Laporte tym razem umknęli ostrzu Umy i krzyczeli do pozostałych – to pułapka! Uciekajcie! Prowadzący grupkę ostatnich dwudziestu biesiadników Darth musiał tego nie usłyszeć.

Po drugim cięciu z turniejem żegna się m.in. mój serdeczny druh CroXu, redaktor Pazdan, woźny czata Darth, parę rozpoznawalnych drużyn i trochę więcej tych anonimowych na blogu. Umie nie dał rady nawet sam prezes, to dla niego ciężki okres, rozumiemy.

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!