„Jak się grudzień zaczyna, taka będzie cała zima”

Nie ignorując mocy powiedzeń ludowych, zastanówmy się z kim chcemy zacząć grudniowy maraton.

Vardy – nie będę oryginalny nazywając go przechujem, ale ciężko o bardziej trafne określenie. Z twierdzy Brighton wywiózł 12 punktów (bramka, asysta, 3 bpsy). W meczu miał 5 setek i xGI=2,43. Ostatnie 4 spotkania to 3 dwucyfrówki i 6 punktów przeciwko Palace. Od dubletu przeciwko Newcastle pod koniec września blankował tylko raz (przeciwko Liverpoolowi w gw8). Teraz czeka go mecz u siebie z Evertonem, który przed tygodniem przegrał na Goodison Park 0-2 z Norwich. Przeciwko The Toffies do tej pory zaliczył 5 bramek i 3 asysty w 7 meczach. Zdaniem buków 52%. Jasne, dobra seria musi się kiedyś skończyć i nie mamy pewności, że generał Vardimus nie polegnie pod niedzielnym najazdem hordy niebieskich barbarzyńców, ale biorąc pod uwagę statystyki, formę obu klubów etc. Jamie wydaje się jednym z najlepszych wyborów (swoją drogą, patrząc na niektóre z tegorocznych popisów Evertonu pod sporym znakiem zapytania trzeba postawić otwartość dzikich plemion z Goodison na wpływy kultury piłkarskiej).

Mane – pomimo faktu, że Senegalczyk zaliczył w tym sezonie już 4 dwucyfrówki, słowem które najbardziej mi się z nim kojarzy byłoby chyba „solidność”. Tylko raz, w gw5 przeciwko Newcastle, strzelił więcej niż 1 bramkę, mimo to, w sumie ma na koncie już 8 trafień i 4 asysty. Pomijając inaugurację z Norwich, kiedy wszedł z ławki na końcówkę, blankował tylko 4 razy (ostatnio gw9 przeciwko United). W sobotę pomimo przeciętnej gry gol i 2bpsy przeciwko Palace – o to chodzi w tej naszej piłkarskiej zabawie. Tym razem Brighton u siebie – do tej pory 3 występy przeciwko Mewom. 0 bramek. 0 asyst. Szansa na przełamanie – 53%.

Salah cierpię na syndrom sztokholmski spowodowany meczami Salaha. Co mogę powiedzieć? Jestem sentymentalny. Mo to grajek, który jest ze mną od początku mojej przygody z FPL-em. W tym sezonie Faraon pozostaje wprawdzie w cieniu Mane, jednak ewentualne rozczarowanie jego punktami, to w dużym stopniu konsekwencja wielkich oczekiwań spowodowanych wynikami z poprzednich sezonów. Obiektywnie to wciąż świetny zawodnik, którego nieco gorsze wyniki są w dużym stopniu konsekwencją problemów zdrowotnych. Przy braku Milnera na boisku ma karne. Ostatnie dwa mecze u siebie to 2 bramki i 15 pkt. Do tej pory przeciwko Brighton 3 trafienia i 2 asysty w 4 spotkaniach. Zdaniem buków 52%.

Son – co prawda Tottki grają jeszcze w listopadzie, ale embargo na Koguty zostało zdjęte. Synek ma serie 4 kolejnych spotkań bez blanka. Przeciwko West Hamowi gol, asysta, 3 bpsy, 3 strzały i 2 setki wykreowane kolegom. Tym razem Bournemouth u siebie – sezon na czyste z tyłu Wisienki skończył się w gw12 i w tym czasie podopieczni Eddiego Howe’a 2 razy tracili po 2 bramki. Do tej pory 5 trafień w 6 grach. 43%.

Kane – Powoli, ale wraca. Ostatnio 2 celne strzały, w tym jeden zamieniony na bramkę. Na plus opisywany wyżej fix i ożywczy wpływ pana „three titles”. Fun fact – Książę Harry lubi Wiśnie. W 6 grach strzelał im 7 razy i raz asystował. 58%.

KDB – na ten moment zdecydowanie najlepszy gracz City. Przed nim mecz na wyjeździe z Newcastle – trudny teren, ale do zdobycia. Ostatnio gol i 3 wypracowane szanse. Ze Srokami do tej pory bramka i 4 asysty.

Chelsea – patrząc na grę defensywną (w sumie to ogólnie na grę West Hamu) od czasu kontuzji Fabiana (7 kolejnych spotkań bez cs-a; 16 straconych bramek) Tammy byłby głównym kandydatem do rzucenia rękawicy generałowi Vardimusowi (do środy był liderem buków z aż 63%). Niestety, kontuzja odniesiona przeciwko Valencii stawia pod znakiem zapytania jego występ w sobotnim spotkaniu – obserwujemy pressy. Gdyby nie grał, można próbować ultra niszowej opaski pt. „Batshuayi” (51%). Bezpieczniej, ale wciąż dosyć niszowo – Pulisic (35%).

Jesus/Sterling – wyjazd do Newcastle śmierdzi mi błękitnym oblężeniem Sroczej Twierdzy, którego konsekwencją długo będzie walenie głową w mur. To nie jest City z ubiegłego sezonu. Sam bym się na żadnego z nich nie decydował, ale przyzwoitość nie pozwala ich pominąć (poza tym, pomimo spadku formy pamiętajmy, że to wciąż faceci z wielkim potencjałem). Według buków kolejno 56% i 46%. Jesus grał z Newcastle raz, Sterling 9 strzelając 3 bramki i asystując.

Auba/Lacazette – niby ciężko traktować Kanonierów poważnie, ale z przodu jeszcze jakoś się bronią. Tym razem wyjątkowo zamiast średniawkowego Auby zbierający plony dwóch bramek przeciwko Soton Lazza. Arsenal jedzie do Norwich – w teorii jedno z najprostszych spotkań w kalendarzu (to samo wybełkotał przed tygodniem jeden z niebieskich barbarzyńców do drugiego). Zdaniem buków 51%. Auba 54%.

Rashford – gol, asysta i 2 bpsy przeciwko Sheffield spowodowały, że pomimo udanej soboty Kaja zachowała skromną przewagę w naszej minilidze (na następnych zawodach Cię pokonam). W poniedziałek United gra z Villą u siebie. Podopieczni Deana Smitha na wyjeździe nie zachowali w tym sezonie ani jednego cs-a. Zdaniem buków 49%.

Jimenez – solidność i stabilizacja. Meksykanin punktował w 5 z 6 ostatnich spotkań. Przeciwko Bournemouth gol i 1 bps. Tym razem Sheffield u siebie. 40%

Ings – ostatnie dwa spotkania okraszone bramką. Wybór z kategorii tych mocno nieoczywistych, ale można próbować – zdaniem buków 36%. Dla Świętych Watford u siebie to mecz o 6 pkt, do tej pory przeciwko Szerszeniom 1 asysta w 3 grach.

Poza tym, zamiast Ingsa można uatrakcyjnić sobie sobotnie popołudnie Delboyem, który podczas kolejnego ważnego wyjazdu postara się powtórzyć wyczyn z meczu z Norwich, wybrać się w sentymentalną podróż do pięknego fińskiego sierpnia i liczyć, że Teemu przypomni sobie przeciwko Arsenalowi jak strzela się bramki (świetny rywal na przełamanie dla ofensywnego zawodnika) lub dać kolejną szansę wahadłom Liverpoolu (patrząc na ostatnie punkty tym razem może lepiej postawić na Robbo). Dla ludzi o bardzo mocnych nerwach (ewentualnie wielkiej wierze w umiejętności Mou) szalonym pomysłem może okazać się tykająca bomba pt. „Aurier„. Gość gra bardzo wysoko i jest prawdziwym magnesem na bpsy, a ostatnie mecze Bournemouth pozwalają wierzyć, że mecz będzie dla Kogutów szansą, by w końcu zachować czyste konto, niemniej równie dobrze może mu strzelić jakiś przewód i w pierwszym kwadransie może wylecieć z boiska z czerwoną kartką – jeżeli skończylibyście z wynikiem w stylu 2x(-2) reklamacji nie przyjmujemy.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że potencjalnych opcji wprawdzie jest multum, ale jednocześnie można zadać sobie pytanie: po co kombinować? Nie wiem, czy Vardy okaże się najlepszym wyborem, ale na ten moment jest moim zdaniem zdecydowanie najsensowniejszym.

Powodzenia wszystkim. Dużo zdrówka w te mroźne dni – zaczynamy maraton!

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA