e06d8994d7ffe50aae7566a0930182f1

EURO 2016  obfituje w emocje, za to sama zabawa Maca weszła w fazę ciepłego piwa. Owszem, dopiję do końca ale tak naprawdę niecierpliwie czekam nowej butelki z oczojebnym logiem FPL. Preseason na Blogu rozpoczynamy w zasadzie dzisiaj; raz za razem zaczną pojawiać się nowe teksty: opiszemy ekipy beniaminków, odkurzymy –  i mądrzejsi o poprzedni sezon – zremasterujemy teksty z zakładki Akademia a potem skupimy się na nowych zawodnikach, taktyce, balansie, sparingach i przedsezonowych oczekiwaniach. Gruwwa przewiduje otwarcie masywnych wrót FPL kilka dni po EURO 2016 – oby się mylił bo wówczas będę gdzieś z plecakiem pomiędzy stadionem na Upton Park a Star Wars Celebration w London Exhibition Centre.

Każdy nowy sezon rozpocząć najlepiej od ułożenia sobie wzajemnych relacji na linii FPL a podejście do gry. Zawczasu warto opanować sztukę yin yang tak aby później lawirować pomiędzy hardością i rzuceniem wyzwania bogom fantasy a pokornym spuszczeniem głowy i bezpiecznym graniu szablonem. Czy uda postawić się i jednocześnie nie popsuć własnego sezonu arogancją i chybionym cwaniactwem? Czasami zaskakujące combo dają radę. W 1990 roku, dość przeciętnej sensacji Judgement Night towarzyszyła ścieżka dźwiękowa gdzie na jednym krążku zebrano ówczesnych tuzów hardcoru, metalu i rapu a potem kazano grać razem. I tak przesterowanym gitarom towarzyszy hip-hop a miejski syf i zapuszczone przedmieścia przenikają muzycznym rozkładem lat 90. Pearl Jam połączył siły z Cypress Hill, Faith No More zaorało publikę razem z Boo-Ya Tribe a Slayer i Ice-T wspólnie wywrzeszczeli światu czystą niczym wóda nienawiść.

Każdy kawałek był wyzwaniem. Biohazard i Onyx rozprawiali się z mediami i rządem; Tupac wraz z mym ukochanym drzewiej Therapy grozili: can’t run / can’t hide / I will kill you…  Bunt, brak szacunku, twardy realizm… To pewnie najlepszy rap/metal album w historii a całość pomimo pozornie skrajnych postaw również dzisiaj tworzy absolutnie kozacką ścieżkę dźwiękową.

Dualizm obu postaw: bezczelności i pokory w FPL jest niemal konieczny. Tutaj sukces opiera się na proporcji: 60% szczęścia – 40 % umiejętności, z tym że fuks rządzi głównie w pierwszych miesiącach. Stąd takie roszady w dalszej części sezonu kiedy weterani doświadczeniem odrabiają straty a dziką kartą, oraz od niedawna chipsami, wbijają do top10k. Równoległe awansom towarzyszą spadki innych menedżerów, tych do których wcześniej uśmiechnęło się szczęście a dziwka fortuna obdarowała gratisem. Tyle, że zmarnowali kapitał. Szczęście w FPL jest bowiem wartością, ma swoją wagę i ciężar, nabyte należy jak najszybciej przekuć na punkty i bezpiecznie zainwestować na przyszłość. Jest taki moment, trudny do wychwycenia ale realny, gdy dobry menedżer wie kiedy przestać ryzykować a wygrane wyzwanie przełożyć na miejsce w tabeli. Wielu tego nie potrafi a wciśnięty pedał gazu rozpędza ich tak, że zgarniane po drodze hity prowadzą prosto w betonową ścianę.

W pewnym momencie do akcji wkraczają i tak bogowie FPL. Mściwe skarlałe bóstwa, Asmodeusz demon pokus, sukkuby i inkuby … legiony, które chcą Was rzucić na kolana i zniechęcić do dalszej gry. Dlatego oprócz nauki lawirowania pomiędzy wyzwaniem a pokorą należy uzbroić się w cierpliwość. Sezon to 38 kolejek. To nie lajtowe i mięciutkie niczym cycki córki młynarza euro fantasy tylko trwający ponad 10 miesięcy pieprzony maraton. Gehenna dla psychiki i niekiedy reszty rodziny. Kluczowe będzie rozłożenie sił, akcentów, planowanie i przewidywanie. Niezbędny będzie balans pomiędzy zaangażowaniem a realem, pomiędzy migotającym ekranem komputera a dniem powszednim czy weekendem. Z czasem zorientujecie się, że ból sprawia przyjemność a metamorfoza w masochistę doprowadzi do upadku. Kląć dacie skusić się fałszywym jak Tom Cruise prorokom lub tanim przy motelowym pokusom … sztuką będzie wykorzystanie drugiej szansy gdyż ocenieni zostaniecie wyłącznie raz – zaraz po zakończeniu GW38. Ten moment bowiem odróżnia w FPL przysłowiowych mężczyzn od chłopców. Sukcesem, podobnie jak w maratonie, jest przekroczenie linii końcowej. Czego życzę w sezonie 2016/2017 każdemu. Na końcu wygra i tak tylko jeden a reszta zostanie zaorana przez bogów. God’s Gonna Cut You Down:

You can run on for a long time
Run on for a long time
Run on for a long time
Sooner or later God’ll cut you down
Sooner or later God’ll cut you down
Go tell that long tongue liar
Go and tell that midnight rider
Tell the rambler, the gambler, the back biter
Tell ‚em that God’s gonna cut ‚em down
Tell ‚em that God’s gonna cut ‚em down

 

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!