Sinusoida.

Lubię piątkowe rozmowy z Gruwwą. Parę wyrwanych korpo minut o rodzinie, zmęczeniu codziennością i o FPL. To także ostatni moment aby przed rozpoczęciem kolejki pogadać o opasce bez zaglądania sobie w składy. Pamiętam, że w ostatniej rozmowie zgodziliśmy się, że grudzień w FPL symbolizować będzie sinusoida. Raz ty, raz ja. Składy nie są z gumy, i nie zmieścisz w każdym najskuteczniejszych obecnie zawodników premium. Stąd wahania w wynikach, i stąd raz moje na wierzchu z Hazardem i Aubameyangiem, raz jego ze Sterlingiem i Kane. A gdyby zsumować to wszystko, po paru kolejkach punktowo wyjdzie na jedno i to samo. Przynajmniej powinno być blisko. Stąd tak ważna w takiej rzeczywistości jest trafiona opaska i bogata ławka, która u niejednego po GW17 zadecyduje o awansie lub spadku. Banał, wiem, ale na ławce zostało mi 12 punktów obrońców, a po wczorajszej, najmniejszej możliwej karze jaką zadał Kane, mam dzisiaj prawo trochę kręcić nosem.

GW17 pozostawia nas w rozkroku pomiędzy starym i nowym. Z jednej strony bije rozczarowanie wynikiem Tottenhamu i niepokój rotacją Guardioli, z drugiej mamy zachwyt nad formą Hazarda i gorzki smak punktów Salaha i Auby. Można hitować, gonić punkty. Można również trzymać się swoich wyborów, cierpliwie czekać w cieniu a różnic szukać w niszy jak Rondon i Snoddy. Wszystko wskazuje też na to, że rok 2018 zamykać będziemy dwoma równoległymi szablonami mijając się w tabelach właśnie na zasadzie sinusoidy. Dlatego ten rozkrok. Jak Hazard to za kogo? Kto o zdrowych zmysłach wywali Aubameyanga przed meczem z Burnley, Sterlinga przed Crystal Palace, Wilsona przed Brighton, czy wciąż najlepszego pomocnika FPL Salaha? A tu lada moment wjedzie Aguero na białym koniu. Może na koniec roku trzeba się przyzwyczaić do braku regularności, chaosu w opaskach i punktów na ławce. Druga myśl to niewielka opłacalność grudniowych hitów. Potwierdzi to każdy, kto za ujemne punkty ściągał na przykład Sona. Hit powinien minimum zapewniać skład. Kto w drugiej połowie grudnia może być go pewien? Tymczasem Son nie dość, że  zaczął na ławce to jeszcze gra w składach na pożyczonym życiu. Na koniec pisanego z niewielką pasją i pomysłem tekstu wypada przypomnieć, że w siedemnastej kolejce większość z nas rozegrała pierwszą rundę oficjalnego pucharu. Mój sympatyczny przeciwnik z Malezji, z kapitanem Hazardem, Mane i miejscem z okolic 1.5 mln OR uwolnił mnie od dalszych pucharowych rozterek. Pojadę klasyką. Taki sezon.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!