I nearly got FUCKING EVERYTHING

Trzy gole Sterlinga zabolały mnie szczególnie mocno bo Raheem w mojej lidze był ważną różnicą. Taką, która zrzuca z tronu a koronę oddaje lepszemu. Hatty Sterlina zbiegło się z telefonem matki o śmierci mojej bliskiej kuzynki i nagle te punkty Stera przestały być tak ważne jak wcześniej myślałem. Czytacie to w niedzielę wieczorem, ale u mnie trwa jeszcze sobota, 22, za oknem mrok i wiatr przyciskający drzewa do mokrej ziemi. Obok śpi mała a ja piszę aby pisać, bo jak piszę to nie myślę, a kiedy nie myślę to nie kusi alk. O FPL nie potrafię pisać tak od pół roku. Trochę się z tym kryję za ścianą cyferek czy błaznowaniem w szatni, ale blog stał się heroiną i męczę się pomiędzy kolejną brudną igłą. Mam taką teorię, że FPL lubi ludzi z natury radosnych, trochę lekkoduchów, że współgra z naszą rzeczywistością. Jest lustereczkiem, które odbija codzienność. Dołuje razem z nią, dorzuca do pieca kiedy nie idzie, uwielbia rozdrapywać rany, jak wampir żywi się złymi emocjami, tygodniami, miesiącami, i odwrotnie, wynagradza kiedy wyjdziemy z dołka. Jak nauczyciel chwalący za dobre wyniki. Czerwone strzałki lgną do zimnego serca, te zielone wolą lekkość, spokój, życiowe poukładanie.

Pomimo tego osobistego wstępu każdy normalny zauważy, że FPL jest przede wszystkim grą. Często zero jedynkową rozgrywką, która w jednej kolejce daje 2 bramki VVD a w następnej obrońcy Liverpoolu dostarczają po jednym punkcie. Gole Sterlinga na tym etapie rozgrywek to olbrzymi bonus dla wszystkich posiadaczy. Opaski Kuna mogą co najwyżej pocieszać się fartowną asystą i pamiętać, że szczęście w tej grze nie jest permanentnym bonusem. Że miały po prostu pecha. Podobnie było na Anfield, gdzie Mane rozstrzygnął spór o dominację z Salahem. Mam wrażenie, że wyniki odzwierciedlają starcie dwóch szablonów. Dwóch filozofii. Tej z Salahem i Kunem, i tej, może do dzisiaj, nieco niszowej z Mane i Sterlingiem. Wybieraliśmy właściwe drużyny, tylko niewłaściwych piłkarzy. Druga sprawa, że punkty uciekły. Przy chomikowanych FH i WC za moment każdy ściągnie Mane lub Sterlinga. I słusznie.

Co zabiera jedna fala inna oddaje. FPL jest grą z początkiem i z końcem. Z miejscem na plan i taktykę, którą większość z nas już wybrało. Dlatego trzydziestą kolejką żegnamy pozorną normalność FPL a jeden szablon zamienimy na drugi. Pomogą w tym na pewno wyniki GW30. Powrót potężnego Wilsona, punkty Frasera i gole Rondona, Mane, Hazarda lub Vardiego. 27 000 już kupiło Sterlinga. Pewnie na zapas. Tysiące przeklinają sprzedanego Jimeneza. Symbolem nadciągającego BGW31 będzie Schar który wywalił się na ostatniej prostej, zawodzący, być może kontuzjowany Anderson, oraz obrońcy Lisów. Składów nie utrzymają Pogba i Son. Jednego tej kolejce nie można odmówić. Wyniki są skrajne. Przestaliśmy działać pod terrorem okoliczności kalendarza, dalej będziemy jak tratwa zależna od kierunku wiatru. To jakaś nauczka dla wszystkich, którzy utyli w ostatnich kolejkach. Wieże nie sprzyjają pyszałkom, lubują się w zbrodni i karze, a my, dzisiaj przegrani wracamy do roli goniących. Lepszego momentu na to nie będzie. Najlepiej wziąć przykład z posiadaczy Sterlinga, Mane i Vardy’ego. Ile mają wiatru w żaglach. Jak nagle urośli po ostatnich niepowodzeniach.