Od czego zacząć?

Gorączka i nieudana kolejka kładzie się cieniem na zamykającym GW29 tekście. 45 punktów to mój najsłabszy wynik od GW3, w której zagrałem za 27 oczek. Jest jeszcze szansa na 6 punktów DDG, ale logika ostatnich wydarzeń nie napawa optymizmem. Jak każdy menedżer FPL, w zasadzie, sam jestem sobie winien. W obronie odstawiłem partyzantkę stawiając na tanich obrońców a kasa, kolejkę wcześniej, poszła na trójkę Kane – Aguero – Firmino. Kolejka, w której obrona zagrała za 6 punktów a najlepsi aktualnie napastnicy Premiership nie dorzucili żadnej bramki nadeszła szybciej niż się można było spodziewać. Stąd 45 punktów i dupa zbita.

Jestem daleki od załamywania rąk. Straty odrabiać będziemy od następnej kolejki; ta po raz enty udowodniła, że Shaqiri nie będzie trafiać do siatki w czwartym spotkaniu pod rząd, Stanislas w końcu przepadnie przy formie Kinga, a strata CS przez Swansea lub Burnley to klasyczny niefart, niesprawiedliwość i skurwysyństwo. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu i wszystko zmierza do BGW31, a potem do WC w 33 kolejce. Im bliżej GW31 tym bardziej jestem przekonany, że punkty dadzą w niej wyłącznie piłkarze Kloppa a cały ten szrot zbierany wcześniej grubo zawiedzie. Co roku ten sam wniosek: BGW oślepia, ogłupia – aktualnie to jedyne logiczne wytłumaczenie obecności w moim składzie Walcotta lub Hegaziego. Albo gorączka. Oczywiście im bliżej BGW31 tym więcej punktów dają zbędni w nim zawodnicy jak Son, Mahrez albo Murray. Ale ok, jestem przyzwyczajony, że samo planowanie BGW i DGW daje więcej radości niż późniejsze wyniki. Za rok zrobię dokładnie to samo. Jak zagram raz jeszcze.

29 kolejka pisze epitafium dla kilku trenerów. Pardew, Moyes, Allardyce, Wenger i powiedzmy Conte. Pierwsza czwórka do footballu już się nie nadaje. Dać im skrawek ziemi pod Londynem; obsiać porzeczką i pozwolić w jej cieniu dożyć spokojnej starości; najlepiej sącząc ciepłego London Porter, i słuchając Premiership na malutkim, przenośnym radiu. Conte to inna bajka, gość którego zespół kończy pierwszą połowę z 20% posiadaniem, którego rozgrywający ma w niej aż 2 kontakty z piłką a napastnicy przy wyniku 1 : 0, w sześćdziesiątej minucie siedzą dalej na ławce powinien dostać zakaz trenerki. Partyzantom Premiership mówimy nie. W ogóle zbrzydło mi kombinowanie przy FPL. Nie widzę już nic romantycznego w podjazdach na umocnione pozycje  takimi gośćmi jak Stanislas czy Walcott. Zmęczony walką odliczam kolejki do dzikiej karty. A potem jeszcze dzień, wyjdę stąd. Rzucę bagnet, rzucę broń. Przeskoczę każdy mur.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!