Jest Super.

Pewna, piękna Włoszka powiedziała mi raz You can’t unfuck what has been fucked. Mając to na uwadze, w świecie idealnej harmonii, wyniki fantasy premier league bralibyśmy na klatę pamiętając, że czas decyzji kończy się 60 minut przed pierwszym gwizdkiem. Wyobrażam sobie gameweek bez kurwienia, złości, złorzeczenia i hejterów. To utopia w rzeczywistości gry, której zasady są proste a wyniki dzielą na zwycięzców i przegranych. Poza tym rozumiem; niektóre kolejki traktujemy niemal osobiście. Sam ostatnio nie poświęcam grze tyle czasu ile bym chciał, a żyjąc rozdarty pomiędzy dwoma granicami dość sporego miasta, w rzeczywistości, która od dwóch miesięcy więcej zabiera niż daje, decyzje FPL zrzucam poniekąd na spontaniczność. Najwięcej uwagi przed GW11 poświęciłem na wybór pomiędzy DDG a Elliotem. Jakieś 5 minut w sobotę. Drobiazg powiecie, ale stracone, w doliczonym czasie, czyste konto Elliota i 9 cennych punktów, brutalnie obnażyło wagę każdej analizy. No, ale co zrobić; nie mam na to wpływu. Pozostaje się śmiać, kiedy Pochettino wpuszcza w 92 minucie Daviesa, albo Otamendi piątą żółtą kartką daje punkt i kłopot w GW12.  A przecież pamiętam, że nieszczęścia w FPL nie chodzą parami; to zazwyczaj puszczane samopas hordy niedoli i krzywdy. Oczywiście tak może tylko pisać gość bez Salaha w składzie. Egipcjanin, z kilkoma budżetowymi obrońcami, Azpim oraz zawodnikami MCI, uratował niejednemu kolejkę a jeżeli był kapitanem to pozwolił odskoczyć peletonowi na konkretne punkty. Pozostaje gratulować każdemu kto odważnie poszedł pod prąd, a nie jak 500 tysięcy menedżerów sprowadził pospiesznie Kane’a na Crystal Palace.

Problem z kolejkami jak dzisiaj polega na tym, że wielu przeklina trenerów za własne decyzje. Nawrzucałeś chamsko Pochettino a przecież nie musiałeś grać Daviesem. Chytry traci dwa razy. To samo dotyczy każdego kto sprzedał Jesusa, Sterlinga, Mahreza czy Ramseya. Wiecie, oni mają to w dupie i jak piłka podejdzie to trafią do siatki. Podobne historie można pisać o każdym rozczarowaniu czy zawodzie. Sam mogłem z marszu wziąć Salaha, a nie czekać na pewny skład jego drugiej połowy – Mane. Inny kłopot kolejek podobnych do GW11 to najazd anonimowych hejterów i wszystkich życzliwych z „niech wpuści Daviesa na ostatnią minutę”. Naprawdę tak to poprawia ego? Spieprzoną kolejkę można łatwo spisać na straty i dopisać do długiej listy porażek FPL, ale toksyczność zmywa się gorzej.

GW11 przyjrzymy się bliżej we wnioskach; padło mało bramek, oprócz Salaha, Richarlisona, Moraty, Aguero i Jesusa strzelali ci co nie powinni. Najbardziej zawiedli Kane, Hazard, Alexis Sanchez i Cleverly, który marnując karnego odebrał 6 punktów Richarlisona. To są te detale. Stracone CS Eliota w 92 minucie albo zmarnowany w doliczonym czasie karny Watford. Razem u mnie 12 punktów mniej. Czyste konta też raczej zaskoczyły, podobnie jak przewidywania i oczekiwania. Gdyby zapomnieć o FPL to obejrzeliśmy kilka fajnych spotkań i będzie materiał na dwa tygodnie przerwy. U mnie to druga najsłabsza kolejka w sezonie, ale będąc z natury pesymistą posłucham wyjątkowo kolegi Pietrzyka, który w szarości wszędzie wypatrzy barwy i wciąż wierzy, że się odbijemy. Wystarczy wywalić Tottenham i wziąć Salaha!

W trakcie przerwy odpalamy Puchar Niszowego Bloga. To w ramach przypomnienia, aby chociaż raz nas odwiedzić przed GW12.

https://www.youtube.com/watch?v=kfH1hxvAN30

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!