Ło joj joj.

FPL to opowieść nie o tym w co gramy tylko dlaczego w to gramy. Godzenie często toksycznych relacji z pasją absolutną. Ktoś powie, że takie uczucia nie istnieją, że gra to tylko darmowy dodatek promujący Premier League i równolegle wielkie kłamstwo, które każdy z nas prędzej czy później przegra. Dlaczego więc codziennie widzę na czacie Bloga te same osoby? Dlaczego tak ślepo podążamy za ulotną wizją pokonania przeznaczenia i przypadku? Dlaczego nie zawrócimy? Jesteśmy bezwolnymi golemami. Wiechciem pakuł gnanym wiatrem wzdłuż polnej drogi. Dokąd mamy pójść? Tutaj przynajmniej zebrali się tacy, z którymi mamy o czym porozmawiać. Tacy, którzy nie przerywają rozmowy, gdy podchodzisz. Tacy, którzy nawet nie lubiąc mnie, mówią mi to w oczy, nie rzucają kamieniami zza opłotków. Podążamy tą ścieżką, bo po paru kolejkach jest nam wszystko jedno. Bo i tak wszyscy zgodnie zmierzamy do tego samego celu jakim będzie ostatnia kolejka sezonu. Myśli takie o toksycznym związku z FPL wracają do mnie szczególnie w takiej kolejce jak ta, kiedy sprzedany, bezużyteczny od jakiegoś czasu napastnik, niespodziewanie GW11 kończy z 12 punktami, a ja wcześniej, w chwili szaleństwa, wywaliłem z drużyny jej wcześniejsze dwa filary. Hazarda i Aguero. Pierwszy mi wyszedł nawet na plus (czego nie powie 734,796 menedżerów, którzy oddali mu C ciesząc się wyłącznie z jednej asysty), drugi razem ze Sterlingiem rozbił bank punktów. Na drugim planie runął szablonowy filar w obronie (LIV-CHE-MCI), zawiodły również alternatywne wynalazki jak obrońcy Wolves, Evertonu lub Watford. Czy to była udana kolejka? Pokażcie mi kapitana, oraz Richarlisona, Arniego z Martialem w składzie to odpowiem.

Istnieje fenomen rzeczy, który nie ma a w które wierzymy. Opowieści wyłącznie zasłyszanych. Historii, które nie mają prawa się zdarzyć. Miłości jak ta z Zimnej Wojny Pawlikowskiego, takiej która dwie osoby potrafi przekląć na całe życie. To historie najczęściej bez szczęśliwego zakończenia, uczucia niemożliwe, które obserwujemy wyłącznie z dystansu z pokładu ciepłych i przytulnych kanap. Nie nam je oceniać. I nie nam je osądzać. Możemy tylko mówić o szczęściu kiedy ktoś je tak pięknie namaluje jak Pawlikowski. Trochę podobnie jest z FPL. Każda kolejka to zbiór nowych opowieści, indywidualnych doświadczeń i relacji często skrajnie nienawistnych. Dwa serduszka, cztery oczy. Dwie opaski, cztery wybory. Raz zieleń, raz czerwień. I napisy końcowe, bo toksyczność tych zawodów zabija w menadżerach parę gramów duszy co sezon.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!