Łamany kołem szczęścia.

Bard, wojownik, bóg… Kratos rzekł do swojego syna Atreusa – Nie oczekuj wiele. Spodziewaj się najgorszego. Bądź zawsze gotowy na atak. Przed podwójną kolejką oczekiwania zawsze sięgają zenitu. Stówka to przyzwoite minimum, 150 z potrojonym kapitanem celem, a 200 punktów, po ostatnim gwizdku nieśmiałym marzeniem. Tymczasem średnia po pierwszej rundzie DGW37 wynosi jakieś 30 punktów, co niewątpliwie jest wynikiem żenującym i zgoła nieoczekiwanym. Rzut oka na wyniki i zaskoczenia już nie ma – w trzydziestej siódmej kolejce Manchester United przegrywa z Brighton; Tottenham z WBA a Manchester City, na własnym stadionie, bezbramkowo remisuje z Huddersfield Town. Te trzy spotkania to jakieś 2/3 szablonu DGW37, pozostali popularni gracze zagrali za jeden punkt jak Salah, za trzy jak Tadic, zero jak Naughton, Mustafi albo Davies, lub dwa jak Jordan Ayew. W tym samym czasie Wenger pożegnał się z kibicami na Emirates 5 : 0, ale przecież przez rotacje, oraz parę w ataku Jesus – Kane, mało kto szukał punktów u Kanonierów. Ktoś powie, że pierwszą rundą DGW37 rządziła psychika. Z nożem na gardle i imponującą determinacją grali piłkarze WBA, Huddersfield, Southampton czy Brighton, natomiast zawodnicy Newcastle czy Leicester dość żenująco odpuścili ostatnie spotkania. Dramat i brak koncentracji w szatni Tottenhamu i zmęczenie Liverpoolu również nie pomogły.

Niepomni nauczki oczekujemy wciąż więcej. Przecież nadzieja to równie ekskluzywna kurwa jak oczekiwania, tak samo kusi, podobnie mami. Fałszywi prorocy uspokajają słusznie wkurwione masy, że przecież Tottenham na Wembley rozjedzie rozbite Newcastle, że Sterling z Brighton da radę a Chelsea lub Swansea wciąż walczą o top4 lub przeciwnie, o utrzymanie. Nadzieja żyje tak długo jak trwa DGW37. Przy tym całym korowodzie naprawdę niespodziewanych nieszczęść są dwie dobre wieści. Jak na razie równo i sprawiedliwie zawiedli potrojeni popularni Kane i Sterling; nikt nie szydzi z drugich; każdy dostał obuchem po równie i tym samym każdy ma powiedzmy podobne szanse w następnych spotkaniach. No i druga rzecz, oczywista oczywistość – za tydzień kończymy „zabawę”. Moi przyjaciele mają dość, chcą kończyć  z FPL, wkurwieni rzucają mocne deklaracje chcąc szukać spokoju w normalności i codzienności. A przecież jesteśmy skażeni FPL. Nawet nie grając pokrętny umysł generować będzie punkty za bramki i asysty. Więc po co się martwić i wkurwiać? Za tydzień, już za siedem dni o tej samej porze będzie po wszystkim. Daję słowo. A w sierpniu poczujemy znowu to samo. Ten ogień w lędźwiach, te mrowienie na kręgosłupie, kiedy to pierdolone skurwysyństwo odpali ponownie a my, raz jeszcze pełni oczekiwań i nadziei, chwycimy za oręż rzucając wyzwanie bogom FPL.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!

Zapisz się na newsletter, bądź na bieżąco!

Bez spamu!