Szczęście jest głuche.

Ryan z Duffym, razem 15 punktów po pierwszym meczu. Więcej znaków końca świata nie potrzebujemy. Z pięć wiosen temu lobbowałem za zasadą, bardziej na swój użytek niż Bloga, mianowicie – sukces FPL to 60%  przypadku i 40% umiejętności. Takie naiwne założenie akolity stawiającego pierwsze kroki w fantasy premier league. Mądrzejszy o te parę sezonów, udział przypadku, tudzież szczęścia, wyceniam powiedzmy na 80%. Fuks w FPL zazwyczaj gwałci logikę, z kilku prawdopodobnych wariantów wybiera ten najbardziej z dupy i najczęściej manifestuje się w chwili, kiedy losy GW składamy na ołtarzu zdrowego rozsądku. To tłumaczy każdą nieudaną dziką kartę, czerwoną podwójną kolejkę czy spalonego free hita. Czyli dokładnie każdy moment, kiedy w matrycach chaosu szukamy porządku i logiki. Takiego chuja, odpowiadają wówczas plugawe bóstwa FPL. W świąteczny weekend jakoś inaczej nie było.

Po morderczej wymianie ciosów w Lidze Mistrzów, Manchester City pokonuje Tottenhamem tym razem zaledwie jedną bramką, KDB wypada do końca sezonu, upodlone wcześniej siedmioma straconymi golami Brighton wywozi na farcie CS ze stadionu Wilków, Liverpool inkasuje następne 3 punkty, ale po Mane, czy Salahu spodziewaliśmy się więcej niż tej jednej asysty przy karnym Milnera. Bohaterem pierwszych spotkań DGW okazuje się Deulofeu, typas, którego występ jeszcze w piątek stał pod znakiem zapytania. Dorzucając do świątecznego pakietu kompromitacje Manchesteru United, Chelsea i Arsenalu mamy wypisz wymaluj punkty FPL w proporcji 80/20. Napiszmy to wprost, gdyby nie Brighton i gole delboya trzymany na podwójną kolejkę bench boost przynajmniej na razie dałby grosze. Nawet sam Shane Duffy, za minus 4 zamienił swojego awatara w drużynie FPL na Bena Mee. Tymczasem niespodziewanie, aktualny średni zysk z BB to jakieś 17 punktów. Jest nieźle. Nie zmienia to faktu, że w wielu mini ligach końcówka sezonu przypomina wyścig żółwi. Ciężko wyrwać do przodu przy szablonowych składach, te bardziej oryginalne, nie ustawione pod DGW czy BGW, w weekend również zawiodły. Wilson, Fraser, wiecie jak jest. Pereza nikt za Deeneya nie kupił. Podobnie wygląda to w tabeli Premier League, nikt nie chce być czwarty, nikomu specjalnie nie zależy na siódmym miejscu. Dlatego menedżerowie FPL uzależnieni są od wyników Liverpoolu i Manchesteru City, i dlatego o DGW35 rozstrzygną dopiero derby Manchesteru. Ostatnia szansa opasek Kuna i Sterlinga. Powinienem liczyć jeszcze na Tottenham czy Wilki, ale w prognozowanych wynikach jest za dużo logiki, za dużo zdroworozsądkowej nadziei. Dlatego najlepiej założyć, że to jebnie a radować gdy wieże niepodziewanie zaskoczą.

Takie podejście przypomina mi pięć lat spędzone na polibudzie, w trakcie których pierwsze podejścia do egzaminów zostawiałem szczęściu. Bo coś pozostało w głowie, bo wierzyłem w moją grupę, bo w miarę logiczne przedmioty często same podsuwały rozwiązania. Od zakuwania był zawsze drugi termin i ew. egzamin komisyjny. To było fajne i efektywne podejście, tylko raz wylądowałem na komisie, który bym zresztą katastrofalnie oblał gdyby wykładowca nie okazał się starym kumplem ojca. 80% luck – 20% skill. Mówiłem.

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA