Zjawa.

Wielka stopa. YETI. BGW27. Wszystkie te rzeczy mają jeden wspólny mianownik. Nie istnieją. Na zakończoną dwudziestą siódmą kolejkę spuszczamy zasłonę milczenia i odwracamy się w drugą stronę. Nie było jej. Czy łatwiej jest odwrócić wzrok? Czy to kolejka rodem z fantazji Philipa K. Dicka? W świecie Człowieka z Wysokiego Zamku dopóki nie chcemy patrzeć, nie widzimy. Wszystkie kłamstwa istnieją, ponieważ im na to pozwalamy. Wszystkie drużyny stron FPL, dobre rady i tabelki ze statsami przypominają czasami podszepty Grimmy „Smoczego Języka” z trylogii Tolkiena a nasze porady pełnią rolę w niektórych gameweekach lizusów. Przytakują przy trudnych decyzjach. Klepią przy „pewnych” hitach. Usprawiedliwiają kiepskie decyzje. Pogłębiają fałsz rzeczywistości FPL w jakiej żyjemy. Przekonaliśmy się nawzajem, że jedna asysta Andersona w trakcie 8 GW była wystarczającym powodem aby mu oddać opaskę na Fulham. Trzymaliśmy Aubameyanga na mecz z Southampton i TAA na pojedynek z Manchesterem United. Może te dziesiątki tysięcy matołków wiedziało lepiej kupując Aguero za Aube już po GW26? Son był lepszą opaską niż Rondon, bo przecież ile spotkań bez porażki może mieć Burnley?  Otóż już siedem.

Żyjemy w trakcie kolejki, która od pierwszych piątkowych spotkań rzezała każdego kto próbował zagrać szablonem, albo przynajmniej bazował na logicznych ruchach. Czy można było przewidzieć stratę 5 bramek przez Cardiff? Nie. Hatty Delboya? Nie. Tylko jedną bramkę Rondona przy kanonadzie Newcastle? Nie. Totalną porażkę Lisów? Nie. Ławkę TAA lub Aubameyanga? Powiedzmy, że nie, chociaż z ławki Gabończyka przy czerwieni Lacazette’a to akurat żartowałem sobie tu i ówdzie. I bum. Wykrakałem. Grając w 9 zawodników zdobyłem 32 punkty przy średniej 35. To zły wynik, ale daleki od tragicznego. Odwracam wzrok. Nie patrzę na niego. Nie ma go. Myślę już o kolejce w środku przyszłego tygodnia. Najważniejsze to zrozumieć, że mogło być gorzej. Auba mógł dać dwa gole gdyby zagrał od początku, Kola coś z przodu, Pogba jakąś bramkę. Opaski były tak rozstrzelone, że bardzo łatwo było zdobyć w tej kolejce przewagę nad resztą. W zasadzie nikt jej nie zdobył poza nielicznymi posiadaczami Rondona, Barnesa i Gerarda Deulofeu. Dlatego nie bądźmy jak ślepe krety. Nie ryjmy po omacku w murawie minionej kolejki tylko chodźmy dalej. Już za rogiem jest nowy wspaniały świat 28 kolejki. Korzystne spotkania faworytów, szanse na czyste konta. Bądźmy jak Hawthorne Abendsen z Wysokiego Zamku, którego „Utyje szarańcza” okazała się odzwierciedleniem jego marzeń i nigdy głośno niewypowiedzianej prawdy. Przewróćmy kartkę, zróbmy transfery i już nigdy nie wracajmy do BGW27 sezonu 2018/2019.