Punk’s not dead

punk__s_not_dead_by_vincentvega_1985

Pocisk trafił prosto w serce. Zakręcił mną niczym zerwaną ze sznurków kukłą i rzucił na mokry, listopadowy asfalt. A wystarczyło aby w trakcie luźnej rozmowy o stylach gry, Gruwwa napisał od niechcenia: jestem jak rock radio przy twoim rmf classic. Stanąłem niczym żona Lota jak słup soli i zamiast buńczucznie odpisać co ty kurwa wiesz o zabijaniu poplątałem riposty, a rzygając w kącie zaliczyłem jednocześnie migotanie, palpitacje, duchoty i opuchliznę kolan. Pozamiatał jednym słowy.

Po fakcie ten desperacki atak kolegi Łukasza odbieram jako przebiegły element wojny psychologicznej. Zatruty bełt wystrzelony w piątkowy wieczór przed jedenastą kolejką. Pocisk dum dum, rakietę ziemia – powietrze. Niemniej trafił celnie. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, od strachu uratuje nas tylko defekt mózgu – tekst Farben Lehre dyktuje nagłówek wpisu i jednocześnie robi za leitmotiv wieczornych knowań. Nadrzędnym celem sezonu będzie osiągnięcie linii końcowej. Walka o OR, pierwsze miejsce w mini ligach czy złoto pucharów wydają się poniekąd tylko efektem ubocznych parcia do przodu. Są bowiem dwa rodzaje istot ludzkich we wszechświecie, Ci co tańczą, oraz Ci którzy nie. Nocą przed deadlajnem, słuchając Kobranocki, możesz zaufać wcześniejszym wyborom lub nagłej intuicji. Pod warunkiem, że ten słodki szept za uchem to właśnie ona a nie nadobne potomstwo Eris, zwiastun konfabulacji i nieszczęść.

Piątkowe, późne transfery mają coś z poetyki nocnej jazdy bez celu. Lubię jedno i drugie. Odpalając, na początek wirtualny, niezatwierdzony transfer czujesz czystą dawkę emocji. Światła kolorowych neonów za oknem tworzą niemal prostą linię, taką samą jaką kreśli pierwszy transfer. On również jest początkiem, awangardą dzięki której rozpoczniesz jazdę. Drugi ruch jawi się niczym ostry zakręt, minus 4 można odrobić udanym driftem ale trzeci i czwarty ujemny transfer potrafi wyrzucić już z trasy. Retro wave płynie z głośników a Ty chłonąc nocne pejzaże nagle odnajdujesz się w obcym miejscu.

Tracisz ciepło i pewność siebie. W tym jednym mgnieniu oka pojmujesz, że tak naprawdę dawno Cię to nie bawi i desperacko chciałbyś być gdzie indziej. Ale jednocześnie wiesz, że jest już za późno. To tę drogę wybrałeś wcześniej. Odejście od kobiety, która się przy Tobie zestarzała jest tak naprawdę świństwem. I wiesz, że tylko Ty znasz prawdę. Pasażer może się tylko domyślać, ale relacja z FPL jest bardzo intymnym związkiem. Na zewnątrz przykrytym sarkazmem i luzem, a w ciele drżącą od emocji, już dawno martwą cząstką duszy.

FPL musi być solówką. Początkowo gra się nieco bezładnie, a dźwięki są przypadkowe. Gdy zejdzie się na głębszy poziom odbioru, wszystko okazuje się mieć swój ukryty rytm i melodię. Po początkowym tappingu wchodzisz na wyższe pozycje wykorzystując serię technik pull-off, a następnie grasz efektowne podciągnięcia. Zwieńczeniem solówki jest prosty powerchord skorelowany ze szczęściem oraz wyborem kapitana. A co zagrasz to już kwestia tej jedynej w swoim rodzaju piątkowej nocy. Na przykład Armię …

Hej, hej, Niezwyciężony!
Hej, hej, poznać się daj.
Hej, hej, Niezwyciężony!
Hej, hej, wstawaj i walcz!

Bo widzisz Gruwwa: punk’s not dead. Czasami jest bardzo zmęczony z powiekami podpartymi zapałkami. Czasami wpatruje się w ciemność próbując odnaleźć źródło ścieżki, która tam zaprowadziła. Pogubiony widzisz obrazy Beksińskiego. Gdy po schodach płynie sobie ciepła ludzka krew karzeł ciągnie zwłoki kobiet. Tam na polu leży głowa, gnije szczurza pierś. Taka prosta punkowa proza bije z większości kolejek… podkład rock radia czy rmf classic to tylko kwestia interpretacji bracie. Wnet i tak zginiemy w zupie.

 

Napisane przez

garret